ŁUK KARPAT 2017

     Przełęcz Pongrac - Predeal

     Według programu to 377 km, 14 pasm górskich (Haszmasz, Góry Ciuciulskie, Repat, Nemira, Brzeckie, Wrańcze, Penteleu, Koński Grzbiet, Syriu, Tatarskie, Ciukasz, Grohotisz, Góry Bajulskie i Wielka Skała). Prawie cały odcinek płaski - poza trzema, które figurują jako strome.
     Do Gheorgheni docieramy z Gienkiem po 22 godzinach nieprzerwanej jazdy land roverem ze Żnina. Jesteśmy po południu na miejscu - akurat Dominik i Maciej zjechali z przełęczy Pongrac, gdzie zakończyli etap piąty. Kwaterujemy się w hotelu MURES i przygotowujemy do etapu szóstego. Maciej z Gienkiem rano wyruszają w kierunku domu, rozwożąc po drodze depozyty na ostatni, ósmy odcinek wędrówki. Dominik odpoczywa, a ja się aklimatyzuję.
     26 lipca - zgodnie z planem - ruszamy z przełęczy Pongrac do schroniska Piatra Singuratica, gdzie wypadł pierwszy nocleg. Ciekawy obiekt - bez wody, bez jedzenia, z prądem 24V i mało kontaktowym gospodarzem, ale za to cała sala jest dla nas dwóch.
     Następnego dnia jesteśmy już w Górach Ciuciulskich, gdzie na szczycie Noszkolat Dominik spotyka turystę - Polaka, który sam przemierza łuk Karpat w drugą stronę, od Orszowej. Idzie raczej na lekko, ale już 40 dni jest na trasie i w dobrej formie - mocny zawodnik!
     Idziemy przez przełęcz Ghimes, gdzie kupujemy miód, napój izotoniczny i nocujemy w schronie na szczycie Viscolul. Kolacja z bombą kaloryczną, zawartą w depozycie i kurkami zebranymi po drodze, a Dominik coś jeszcze o deserze mówi - jak tu koledzy chudną?
     Całą noc pada, ale schron jest nowy i szczelny, posiada dach. Ranek jest turystycznie przyjazny, więc góry Repat i Nemira przechodzimy płynnie i w pięknej pogodzie - słońce, lekki wiatr i widoki po horyzont.
     Za przełęczą Oituz podejmujemy kolejny depozyt i biwakujemy na łące ze skoszonym i sprasowanym sianem. Ciepło - 25 stopni po południu. To już góry Brzeckie.
     Następne pasmo - góry Wrańcze - i niespodzianka. Idziemy karpacką autostradą z czasów cesarskich, kiedy na środku drogi zauważamy wylegującego się niedźwiedzia - jakieś 30 m przed nami! Miś szybko ewakuuje się do lasu - bez fotografii.
     Góry Penteleu nawigacyjnie nie będą się nam dobrze kojarzyły. Uszargaliśmy się nieco zanim znaleźliśmy Dziką Przełęcz (nazwa nasza), która wcale na przełęcz nie wygląda. W końcu znajdujemy kawałek drogi i schodzimy na biwak nad rzeką Baszka Mare. Wreszcie kąpiel (Dominik - w ciepłej wodzie grzanej na ognisku, a ja bezpośrednio w rzece) i zmiana garderoby.
     W piękny poranek 6 sierpnia Drogą Bez Cienia (nazwa nasza) wchodzimy w pasmo Końskiego Grzbietu i kierujemy się na zachód - główny skręt Zakrętu Karpat pokonany. Biwak nad rzeczką - dopływem rzeki Buzau - po podjęciu kolejnego depozytu. Jeden pakunek - ten bez metalowej beczki - jest nieco nadszarpnięty przez faunę miejscową, ale większość produktów nadaje się do spożycia. W metalowej beczce znajdujemy dwa napoje izotoniczne. Maciej - jesteś wielki!
     Rano przekraczamy po wiszącym moście rzekę Buzau i wchodzimy w masyw Syriu, co oznacza ponad 1000 m podejścia, ale warunki są sprzyjające. Po niecałych 5 godzinach jesteśmy na przełęczy pod szczytem Syriu i Malaya. Dominik zdobywa Syriu, a ja zbieram jagody na przegryzkę. Stąd idziemy w góry Tatarskie drogą, którą przemierzaliśmy dwa lata temu ze Sławkiem. Biwakujemy na polanie pod lasem - na dawnej granicy austriacko-rumuńskiej, co potwierdza znaleziony słupek graniczny.
     Do cabany Ciukasz idziemy po kolejnej autostradzie karpackiej - jeszcze z czasów rzymskich. Na miejscu kąpiel, kolacja, suszenie namiotu i śpiworów (w nocy trochę padało). Zasięgu w cabanie nie ma, wi-fi brak, asortyment w barze raczej umiarkowany, ale jeden wieczór tu wytrzymamy.
     Rano wyjście na trasę nieco później niż zwykle - przełęcz Bratocea jest naszym pośrednim celem. Po drodze szczyt Ciukasz (1954 m). Na szlaku tłumy - w porównaniu do poprzednich odcinków. Dużo jagodziarzy z beczkami pełnymi jagód w plecakach. Za przełęczą podejmujemy ostatni już depozyt i zmierzamy konsekwentnie na zachód.
     Następnego dnia (10 sierpnia) dochodzimy na Piarżyste Siodło - miejsce biwaku sprzed dwóch lat. Dziś jest cieplej, perseidy spadają, telefony mają zasięg, a my w zapasie jeszcze trochę energii w power banku. Ognisko, gitara i obserwacja nocnego nieba.
     Następny dzień to już Góry Bajulskie - po przekroczeniu przełęczy Predelusz i lekkim podejściu na Paltinę (raptem 600 m). W dobrym czasie dochodzimy do Polany Pierticicia, skąd Dominik udaje się na Piatra Mare. Ja zbieram wodę do wszystkich butelek z mało wydajnego, nieco zamulonego źródełka i idę poszukać miejsca na biwak.
     Po 2 godzinach Dominik, nieco zszargany, dociera na miejsce biwaku. Szybka kolacja - bez ogniska, bo taka sucha ściółka, że strach ogień rozpalać - i śpimy, bo następnego dnia (12 sierpnia) ruszamy żwawo o 7. Już o 9.20 jesteśmy na skraju miasta Predeal, które kończy etap szósty karpackiego łuku. Szybkie piwo w porannym słońcu na hotelowym tarasie. Po chwili zjawia się zamówiona taksówka i ja jadę z plecakami na nocleg, a Dominik wędruje, aby każdy metr pokonać piechotą - w końcu to jest przejście Łuku Karpat!
     Kupiłem bilet na popołudniowy pociąg do Budapesztu. Spotykamy się pod hotelem, w którym nie ma miejsc. Znajdujemy inny, kwaterujemy się. Gruntowna kąpiel i obiad. Po obiedzie przepakowanie ekwipunku, zostawiam niezbędne rzeczy zabierając resztę, a Dominik dzieli sprawiedliwie ciężar na cztery części.
     Czekamy na zmianę uczestników. Cała trójka jest w drodze, ale odległość wskazuje, że możemy się nie zobaczyć przed moim wyjazdem. Jacek zdążył na kilka minut przed odjazdem pociągu i spotkaliśmy się na peronie. Darek z synem jeszcze jadą.
     Zostawiam Dominika w towarzystwie Jacka i sypialnym wagonem docieram do Budapesztu, następnie zwykłym siedzącym do Pragi i znów sypialnym do Warszawy. Stąd pendolino wiezie mnie do Gdyni, gdzie jestem przed południem 14 sierpnia.
     Przeszliśmy góry Haszmasz, Ciuciulskie, Repat, Nemira i cały Zakręt Karpat - kawał trudnego, pięknego karpackiego szlaku.

Henryk Mizak

 

Płytę z piosenkami
śpiewanymi przez
Dominika Księskiego
kupisz

TYLKO TU
Scroll to top