ŁUK KARPAT 2017

BŁĘKITNA KSIĄŻECZKA
z informacjami na temat
wycieczki Łukiem Karpat w roku 2017

I
Łuk Karpat

     Można ruszyć z Bratysławy i, idąc cały czas górami, po ponad dwóch tysiącach kilometrów dojść do tego samego Dunaju, przebijającego się w drodze do Morza Czamego przez Żelazną Bramę. To Łuk Karpat. Główny wododział karpacki od przełęczy Bumbalka do przełęczy Użockiej stanowi dział kontynentalny, rozgraniczając zlewiska Bałtyku i Morza Czarnego. Na pozostałych odcinkach grzbiet tworzy wododziały lokalne - Morawy i Wagu, Dniestru, Prutu, Seretu i Cisy, Seretu i Aluty oraz innych rzek.
     Jeśli tę trasę będziemy chcieli przejść suchą stopą, czyli grzbietami górskimi, bez przekraczania żadnej rzeki - napotkamy dwa problemy. Pierwszym jest Wyżyna Siedmiogrodzka, gdzie po opuszczeniu gór Harghita trzeba się tułać przez ponad tydzień po liczących 600-700 metrów wzgórzach, zanim dojdzie się w następne pasmo górskie. Drugim są Tatry, wchodzące w skład łuku na odcinku od okolic Magury Witowskiej do okolic Pośredniego Soliska, gdzie część trasy przebiega przez rejon nie turystyczny, lecz wspinaczkowy.
     
     1. TRASA KLASYCZNA
     Oba nazwane wyżej problemy autorzy pierwszego przejścia Łuku Karpat (1980) rozwiązali tak: „Przy projektowaniu trasy kierowaliśmy się dwoma podstawowymi założeniami. Po pierwsze, żeby przejście nie jej nie wymagało kwali?kacji wykraczających poza teren szeroko rozumianej górskiej turystyki kwalifikowanej. Po drugie - by była ona w miarę logiczna, to znaczy trzymająca się w zasadzie głównego grzbietu Karpat, jednak nie w sposób absurdalny” – pisał Andrzej Wielocha w podsumowującym wyprawę tekście [WIELOCHA 1982]. Jedno założenie poza trasą zostawiło Tatry, drugie – Wyżynę Siedmiogrodzką.
     Pierwsi zdobywcy Łuku Karpat nie skręcili więc na Żeleźnicy (Pogórze Orawsko-Jordanowskie) w prawo, tylko poszli prosto, podążając wielkim ramieniem górskim, biegnącym przez Turbacz i Lubań (Gorce), przeszli Dunajec i Poprad, aby główny grzbiet spotkać przed Lackową (Beskid Niski). A w rumuńskich górach Haszmasz nie skręcili z Varful Medias (1504) w stronę Harghity, tylko weszli dalej na południe i podążali przez Zakręt Karpat aż do Fogaraszu, by zamoczyć nogi w Alucie i szlak biegnący przez Wyżynę Siedmiogrodzką spotkać na szczycie Steflesti w Górach Zbójeckich (Lotrului).
     Trasę przez te trzy przełomy: Dunajca, Popradu i Aluty - trasę pierwszych zdobywców z 1980 roku – należało by nazwać klasyczną.
     
     2. TRASA GRZBIETOWA
     Pierwsze rozwiązanie problemu jest oczywiście bodźcem do rozwiązania go w inny sposób. Można iść i przez Tatry, i przez Fogarasz, czyli przez jeden tylko przełom - przełom Aluty. Pierwsi tę trasę zrealizowali w roku 2002 Paweł Kilen, Michał Kukuła i Michał Zieliński, związani ze Studenckim Klubem Górskim w Warszawie. Oddaje się wtedy Gorce i Beskid Sądecki, w zamian otrzymując Tatry, w których najwyższą górą położoną na naszej trasie będzie Hruby (2428 m).
     Szlak prowadzi wtedy z Żeleżnicy (912 m) na południe, wypłaszcza się na krótko w torfowiskach Orawy i przez Magurę Witowską dochodzi na Wołowcu do (ciągnącej się od przełęczy Huciańskiej) Głównej Grani Tatr. Podąża nią do Cubryny (2376 m), tam ją opuszcza, skręcając na południe (Główna Grań Tatr biegnie dalej do przełęczy Żdziarskiej), by przez Koprowy Wierch (2363 m), Hlińską Turnię (2340 m) i Hruby Wierch (2428 m) zejść przez Pośrednie Solisko (2093 m) do Tatrzańskiej Strby. Z niej główny wododział karpacki wykręci za źródłami Popradu na wschód, podążając przez Kozi Kamień (1154 m), Góry Lewockie i Czerhowskie w stronę granicy polsko-słowackiej, którą osiągnie w miejscowości Obrucne, na południowy zachód od Przełęczy Tylickiej.
     Wybór tej trasy łączy się z odrzuceniem jednego z założeń Andrzeja Wielochy, gdyż przejście od Świnicy do końca grani Solisk (około 4 dni drogi) to szlak dla wspinaczy (autorzy przejścia z roku 2002 w Tatrach opuścili grzbiet i poszli dolinami).
     
     3. TRASA OROGRAFICZNA
     Jeśli nie przyjmiemy obu zacytowanych wyżej założeń Andrzeja Wielochy – możemy pójść trasą orograficzną. Ściśle po grzbiecie. Przez Tatry i Wyżynę Siedmiogrodzką, łącząc z górami także i tereny płaskie. Najpierw (jeśli idziemy z Bratysławy) przechodzimy przez Tatry i obchodzimy od północy zarówno wszystkie źródła Dunajca, jak i wszystkie źródła Popradu, a potem - nie kończymy Karpat Wschodnich, ścinamy Zakręt Karpat po cięciwie, wychodzimy z gór i przez 200 kilometrów wędrujemy po pagórkach. Idąc przez Siedmiogród stracimy między innymi Ciukasz, Bucegi, Piatra Craiuloi i Fogarasz, przez co najwyższym szczytem naszej trasy nie będzie Negoiu (2535 m) lecz Custura (2457 m) w Retezacie.
     Łukiem Karpat trasą przez Siedmiogród – po wyżynie – jeszcze nikt nie szedł.
     
     4. INNE POMYSŁY
     Czasem wędrowcy wybierają pokonanie Łuku Karpat inaczej i odrywają się od pomysłu wododziałowego. Wybierają trasy grzbietowe, ale częściej przetykane rzekami (na przykład na zachodzie: Białe Karpaty – Góry Strażowskie – Mała Fatra – Góry Choczańskie – Tatry albo w centrum: Bieszczady Zachodnie - Połonina Borżawa – Połonina Krasna – Świdowiec – Czarnohora). Są też tacy, którzy łączą szlak przez góry z długimi odcinkami, przebywanymi wioskami wzdłuż dolin rzecznych. Do końca 2016 roku – różnymi sposobami - Łuk pokonało 16 ekip (aczkolwiek na 100% nie jestem pewien, czy to wiadomość ścisła).
     
     5. PODSUMOWANIE
     Po oddestylowaniu pomysłów, które mogą być traktowane jako warianty lub typowo autorskie projekty, wynikające bardziej z fantazji, niż z odpowiedzi na ukształtowanie terenu, widzę trzy koncepcje szlaku Łukiem Karpat:


     a) trasa klasyczna, ok. 2300/105 km, ok. 124 dni
     Tatry omijamy, zgodnie z pierwszym założeniem Wielochy i idziemy przez przełom Dunajca oraz przełom Popradu. Nie idziemy wyżynami przez dział wodny między dorzeczem Cisy i Aluty, lecz przez Zakręt Karpat – zgodnie z drugim jego założeniem. Wędujemy cały czas grzbietem, ale z możliwością taktycznego przerzucenia trasy przez jakąś rzekę, jeśli daje to wariant ciekawszy pod względem turystycznym.
     b) trasa grzbietowa, ok. 2400/110 km, ok. 132 dni
     Trasa ściśle grzbietem, przez jeden przełom – Aluty. Tak, jak szli Kukuła, Kilen i Zieliński w 2002 roku czy Baranowski w 2012. Jednak z ważnym uzupełnieniem: plan takiej trasy powinien wg mnie zawierać marsz grzbietami Tatr - przez Wołowiec, Błyszcz, Ciemniak, Świnicę, Cubrynę, Koprowy i Hruby. Taka trasa – by była logiczna – musi zawierać odrzucenie wszystkich wariantów niegrzbietowych (czyli nie ma przełomu Senicy, Dunajca, Popradu, Buzau czy innych rzek – oprócz Aluty).
     c) trasa na skróty, 2200/105 km, ok. 120 dni
     Pierwszy skrót prowadzi grzbietami przez Góry Strażowskie, Małą Fatrę i Góry Choczańskie oraz przez dwie rzeki: Wag (przekraczany dwukrotnie) i Orawę. W Tatry wchodzi od przełęczy Huciańskiej. Prowadzi przez z początku głównym grzbietem Tatr – potem realizacje mogą być różne – nie ma jednoznacznej, logicznej kontynuacji odcinka od Świnicy do Dzielca.
     Drugi skrót ścina Zakręt Karpat przez Haghritę i Bodoki szlakiem: Vf Medias - Góry Harghita - Baile Tusnad - Góry Bodoc - wieś Aninoasa – Sardar, na którego wierzchołku dochodzi do trasy grzbietowej. Prowadzi grzbietami oraz przez dwie rzeki: Alutę i Riu Negru. Reszta szlaku - grzbietem z możliwymi lokalnymi wariantami „gdzie krócej”.
     Trasą na skróty szedł np. Supergan w 2004 roku i Malinowski/Mikołajczak w 2007 roku.     

II
Pola wyboru

     1. GRANICE
     Andrzej Wielocha: „Wielu znawców tematu w oparciu o kryteria geologiczne twierdzi, że Karpaty przekraczają Dunaj i na północy i na południu, można więc sobie wyobrazić, że ktoś pokona Łuk zaczynając trasę gdzieś w Austrii, a kończąc na terenie Serbii” [WIELOCHA 2014]. Tak szedł Crane i Dubuis. Jednak generalnie przyjmuje się, że Łuk Karpat rozpoczyna się i kończy na Dunaju. Ostatecznie każdy łuk ma swą cięciwę – i tą jest właśnie Dunaj.
     Jednak punkt przywiązania tej cięciwy nie jest oczywisty. Na północy bywa nim jedno z dwóch miejsc na skraju Małych Karpat – most w Bratysławie lub brzegu Dunaju pod zamkiem Devin. Czy most, czy zamek – oba ramiona szybko się łączą i oba warianty spokojnie można je uznać za równoważne. Znajdują się też w jednej grupie górskiej, więc tym bardziej nie ma problemów.
     Na południu trasy rodzą się poważniejsze pytania: którędy do Dunaju zmierza główny grzbiet? Przez Poarta Orientala i góry Almai, czy przez Mehedyńce? Jakim kryterium należy się kierować przy planowaniu tej części trasy? Czy któryś z tych wariantów jest „bardziej prawidłowy” od innych? Na tak zadane pytanie Andrzej Wielocha odpowiedział: „Na dzień dzisiejszy nie ma "bardziej prawidłowych" i "mniej prawidłowych" Łuków Karpat.” [WIELOCHA 2014]. Mnie to wystarcza. Wariant przez góry Almai jest dla mnie więc równoprawny z wariantem przez Mehedyńce.
     
     2. STYL
     Łuk Karpat (który oczywiście można traktować wyłącznie sportowo) jest dla mnie przedsięwzięciem bardziej turystycznym, niż sportowym. Idziemy, aby pobyć w górach, zaprzyjaźnić się z nimi, zabiwakować na widokowej połoninie, nacieszyć się widokami, posiedzieć przy ogniu, dobrze się najeść, popatrzyć na gwiazdy – po prostu wypocząć…
     Najbliższy mi styl prezentują przejścia SKPB 1980 oraz Kukuły, Kilena i Zielińskiego z 2002 roku. Pomysł na naszą trasę zasadza się na marszu grzbietami. Nie zależy nam na trasie najkrótszej czy najszybszej, już prędzej - na najładniejszej. Element sportowy zawiera się raczej w jakości przejścia. Bliski mi jest punkt widzenia Wojciecha Kurtyki, który wspinaczkę traktuje bardziej jako sztukę niż osiągnięcie sportowe.
     
     3. ZAŁOŻENIA WYBORU DROGI: PIERWSZE I DRUGIE
     Idziemy przez trzy przełomy: Dunajca, Popradu i Aluty, trasą, która za kręgosłup ma szlak pierwszych zdobywców (rok 1980) - członków SKPB Warszawa i Lublin. Przypomnijmy ich: Andrzej Wielocha, Piotr Kurowski, Jerzy Montusiewicz, Zdzisław Pecul i Wiesław Tomaszewski. Przyjmujemy też ich ideowe założenia:
     założenie pierwsze: przejście nie wymaga kwalifikacji wykraczających poza teren szeroko rozumianej górskiej turystyki kwalifikowanej.
     założenie drugie: trzymamy się w zasadzie głównego grzbietu Karpat

     Początek – w miejscu przełomu Dunaju przez Małe Karpaty Naddunajskie czyli przed zamkiem Devin, w punkcie, w którym wpada do Dunaju Morawa. Koniec – przy przełomie Dunaju przez Żelazną Bramę czyli w Orsovej, w punkcie, w którym do tegoż Dunaju wpada rzeczka Czerna.
     Pora na rozważania, którędy konkretnie między tymi punktami się poruszać.
     
     4. …WSZYSTKIE NAZWANE SZCZYTY I TURNIE…
     Władysław Cywiński w książce „Główna Grań Tatr” przytacza ekstremalną opinię Stanisława Grońskiego: „cały czas jedna ręka lub jedna noga na ostrzu grani”. Odróżnia osiągnięcia będące przejściem grani Tatr od „wytężającej wycieczki wzdłuż grani”. Uważa, że kto planuje ominąć Ostry Szczyt, Śnieżne Kopy, Rówienkową Turnię czy Papirusowe Turnie – w ogóle nie powinien się wybierać na wspinaczkę. Dopuszcza jednocześnie obchodzenie nienazwanych turni i turniczek, zaklepanie po czterometrowej wspinaczce ręką tych, które są za małe, aby na nich stanąć (ale są nazwane), dopuszcza wchodzenie bez bagażu na niektóre szczyty i schodzenie tą samą drogą. Na koniec – mocą autorytetu – stwierdza, że przejściem grani można nazwać wycieczkę, w czasie której odwiedzono wszystkie nazwane w danym czasie szczyty i turnie. Opuszczenia osłabiają czystość przejścia. Niewykluczone więc, że taka trasa, którą można było ocenić jako przejście grani w latach 60-tych, teraz będzie traktowana jedynie jako „wytężająca wycieczka”. Pomimo tego, iż neguje pogląd Grońskiego („cały czas jedna ręka lub jedna noga na ostrzu grani”), Cywiński jest ekstremalistą. Nie dopuszcza arbitralnych opuszczeń „mniej znaczących” szczytów lub turni, bo – pyta – do jakiej wysokości jest coś „mniej znaczące”?
     
     5. CO MY NA TO
     Na ile sformułowania mogą mieć zastosowanie do naszego, podobnego przejścia? Podobnego, bo kierującego się tą samą logiką, zgodnie z którą trasę nam wyznacza teren – my tylko go interpretujemy. Ale jednak całkiem innego, bo prowadzącego głównie po górach o charakterze beskidzkim, o niejednorodnych dziejach i wielokroć dłuższego.
     Przełóżmy oba ekstremalne stwierdzenia z języka tatrzańskiego na język beskidzki.
     Przyjęcie zasady „cały czas jedna ręka lub jedna noga na ostrzu grani” to marsz cały czas ściśle grzbietem.
     Przyjęcie zasady „wszystkie nazwane szczyty i turnie” w wersji łagodnej zakłada, że bierzemy pod uwagę nazwy widniejące na wydanych drukiem mapach, w wersji ekstremalnej – że uwzględniamy wszystkie istniejące nazwy, nawet te, których z różnych przyczyn kartografowie na mapach nie umieścili.
     Pierwsza zasada jest (tu przyjmujemy pogląd Cywińskiego) - nie do zrealizowania. O ile jeszcze na przeważającej części szlaku od Ochodzitej do Stoha mamy drogę graniczną, pracowicie wspinającą się na prawie każde wzniesienie, o tyle w drugiej części wycieczki z zasady jest inaczej, Ścieżka idzie przeważnie kilkanaście, kilkadziesiąt metrów obok grzbietu, gdyż nawet, jeśli prowadziła nim kiedyś granica – było to przed czasami zasieków i patroli. Wędrujemy głównie płajami pasterskimi, inteligentnie omijającymi każdą kulminację górską. O ile pewne odcinki czasem warto i trzeba przejść bez szlaku, marsz bez ścieżki tam, gdzie idzie ona kilkadziesiąt metrów obok, przypominać będzie wycieczkę z pierwszego tomu komiksu „Tytus Romek i Atomek”:
     

     
     Tak iść nie zamierzamy.
     Kierowanie się drugą zasadą wprowadza do wycieczki element kulturowy. Z jednej strony – nie pozwala namnożyć szczytów ponad miarę. Bo nie można traktować każdego garbu, wzniesienia, wzgórka i pagórka jako góry. Z drugiej – nie pozwala omijać dużych i znaczących szczytów. Jest w tym pomyśle Cywińskiego sens.
     Lista wszystkich gór – nazwanych i nienazwanych – będzie dla nas odniesieniem, spisem możliwości wycieczkowych. Na które z nich wejdziemy?
     
     6. ZAŁOŻENIA WYBORU DROGI: TRZECIE I CZWARTE
     Założenie trzecie: idziemy grzbietami, planujemy odwiedzić jak najwięcej wierzchołków, ale nie zakładamy, że wchodzimy na każdy szczyt.
     Jeśli droga poprowadzona jest trawersem, możemy iść grzbietem, ale możemy też iść tym trawersem – w zależności od tego, czy szczyt jest ważny, wysoki, ciekawy, czy chcemy na niego wchodzić, czy nie. Na pytanie o kryteria, jakie zadawał Władysław Cywiński, odpowiedź jest prosta: kryteria ustalamy my – to dla nas jedne góry są ważne, wysokie, ciekawe, a inne – mniej.
     Nie traktujemy więc jako zboczenia ze szlaku drobnych odstępstw od ścisłej trasy wododziałem, jeśli jest to uzasadnione ze względów noclegowych (np. Radocyna w Beskidzie Niskim, Jezioro Avrig w Fogaraszu) czy zaopatrzeniowych (zejście z grzbietu do Piatra Fantanele czy do Sirnea). W takim przypadku nie będziemy wracać na grzbiet w to miejsce, z którego zeszliśmy, lecz będziemy iść naprzód – nawet, jeśli przez to jakiś wierzchołek zostanie na boku.
     Opuszczenia szczytów mniej znaczących, mniej ciekawych, niższych nie ma być „usprawiedliwieniem dla pośpiechu, lenistwa (mówiąc ostrzej – nieuctwa) lub też przejściowego spadku formy” (słowa Cywińskiego), lecz zatrzymaniem się przed automatyzmem kolekcjonowania wszystkiego. „Waga ominiętych pagórów” (określenie Cywińskiego) jest dla nas kryterium podstawowym. Subiektywnym, przez co możliwym do oceny.
     Przypomnijmy sformułowanie: „trzymająca się w zasadzie głównego grzbietu Karpat”. Odnosząc się do kolejnego postulatu Cywińskiego, uważam, że kto planuje ominąć Busztuł, Brebienieskul, Kreczelę czy Urleę – zbliża się do modelu „wytężającej wycieczki wzdłuż grzbietu”. Nie można bowiem słów „w zasadzie” przegiąć. Nie chodzi o to, by zejść z Płoskiej do Rafajłowej, przejść przez Przełęcz Legionów do Bertianki, podejść na Płytkę i przez Ospłaj przemknąć na Niemiecką Polanę. Jedziemy jednak w góry – nie w doliny. To model praktykowany przez turystów na Kaukazie czy w Sajanach - „gornyj turizm”: dolina – przełęcz – dolina - przełęcz . Karpaty dają możliwość wędrówki cały czas szczytami – to najpiękniejsze, co może być na wycieczce!
     
     Postulatu wchodzenia na najwyższy szczyt każdych mijanych gór nie stawiamy ze względu na to, że kłóci się to z celem podstawowym, jakim jest marsz głównym grzbietem, jednak takie wierzchołki, które są blisko tego grzbietu i same się proszą o wejście (na przykład najwyższy szczyt Karpat Południowych - Moldoveanu) kurtuazyjnie odwiedzimy. Punktem odniesienia będzie dla nas w każdym paśmie najwyższe wzniesienie w linii głównego grzbietu: w Gorganach - Wielka Bratkowska, a nie Sywula, w Alpach Rodniańskich - Ineul a nie Pietros. Na pewno żal, ale – jak mówią Rosjanie – całej wódki na świecie – nie wypijesz…
     
     Władysław Cywiński pisze, że przy przejściu Głównej Grani Tatr problemu nie stanowią wcale wielkie szczyty, lecz duża ilość małych turni. O dziwo to twierdzenie ma zastosowanie też w naszym przypadku. Babia Góra? Popadia? Negoiu? Wchodzimy z triumfem. Szeroko przedeptaną przez poprzedników ścieżką. Ale Stary Płaszt (644 m) w Małych Karpatach Wapiennych? Magura Caiului (1229 m) w górach Byrgo? Ciolanu Mare (1135) w Mehedyńcach? Po co zbaczać? Tak – Cywiński ma rację, lekceważenie małych wierzchołków ma źródło w lenistwie.
     
     Założenie czwarte: wędrujemy cały czas pieszo.
     Wyklucza to jakiekolwiek podjazdy jakimikolwiek środkami transportu (z konnym wozem, hulajnogą czy wrotkami włącznie). Nie wykluczamy skorzystania z komunikacji w bok w celu uzupełnienia zaopatrzenia, zjechania na nocleg lub przejścia granicy. W takim przypadku należy kontynuować przejście od punktu zejścia z trasy lub – jeśli z przyczyn politycznych jest to niemożliwe – jak najbliżej niego.
     Zgodnie z tym postulatem, kończąc odcinek ukraiński po naszej, galicyjskiej stronie, trzeba obejść słupek na Stohu i po przejechaniu granicy i podjęciu marszu od naszej, unijnej strony – obejść go dla porządku drugi raz. Podobnie (jeśli będzie to możliwe) – na przełęczy Użockiej.
     Oczywiście mogą pojawić się okoliczności polityczne, które ograniczą zasięg penetracji do Rozsypańca czy Popa Iwana. Wtedy robimy to, co można, starając się zbliżyć do ideału.Mam nadzieję, że nie wrócą czasy, w których dostępność Ukrainy kończyć się będzie – jak w 1980 roku – na Howerli.

III
Którędy

     Do trzech przełomów rzecznych – Dunajca, Popradu i Aluty, które stanowią fundament trasy klasycznej, dodajemy jeszcze dwa: Baszka Mare i Buzau. Dlaczego? Zaokrąglenie łuku na zakręcie Karpat pozwala odwiedzić pasma wyższe i ciekawsze, niż te, które znajdują się w głównym grzbiecie.
     Na zakręcie Karpat wariant przez główny grzbiet ma jedną wadę: prowadzi przez góry niskie i mało ciekawe (o ile w ogóle jakieś góry mogą być mało ciekawe). Przez 70 kilometrów (głównie Góry Zawrócone – Muntii Intorsurii) nie wznosimy się ponad 1190 metrów wysokości nad poziomem morza, a z dużych gór mamy jedynie Zarnę (1603 m) w Górach Brzeckich oraz Teslę (1613 m) i Dungę (1502 m) w górach Ciukasz.
     Wariant przez przełomy dwóch rzek: Baszka Mare i Buzau prowadzi bardziej na południe i najpóźniej wykręca na zachód, wydaje się bardziej okrężny, ale jest tylko o kilometr dłuższy (!) od wariantu grzbietem. Pod względem atrakcyjności turystycznej bije jednak na głowę wariant grzbietowy. Na swej drodze mamy bowiem:
     a) Lacauti (1777 m), najwyższy szczyt gór Wrańczych, które jedynie przed przełęczą Delusor schodzą niżej, niż 1500 m;
     b) góry Penteleu o wysokości 1250 – 1585 m;
     c) Koński Grzbiet nie poraża wysokością, ale zawsze jest to 1200 – 1350 metrów nad poziom morza;
     d) szczyt Siriu (1657 m) i Malaię (1662 m)
     e) najwyższy szczyt Gór Tatarskich - Tatarul Mare (1480 m)
     f) szczyt Ciukasz (1959 m) – najwyższe wzniesienie gór Ciukasz
     Z tego więc powodu najatrakcyjniejszy wydaje się dla tej trasy wariant przez przełom Baszka Mare i przełom Buzău. A jeśli mimo wszystko ktoś by się wahał – niech zdecyduje to, że tą trasą właśnie (nico inaczej, niż planujemy, ale też po głębokim łuku, przez Lacauti i Siriu) szli pierwsi zdobywcy. Idźmy więc tak i my.
     
     Trasa klasyczna – a ściślej: nasz wariant trasy klasycznej – prowadzi przez pięćdziesiąt trzy pasma górskie. Są to: Małe Karpaty Naddunajskie, Małe Karpaty Bratysławskie, Małe Karpaty Wapienne, Pogórze Myjawskie, Białe Karpaty i Góry Wizowickie, Jaworniki, Beskid Śląsko-Morawski, Międzygórze Jabłonkowsko-Koniakowskie, Beskid Żywiecko-Kysucki, Beskid Żywiecko-Orawski, Pogórze Orawsko-Jordanowskie, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski, Bieszczady Zachodnie, Bieszczady Wschodnie, Gorgany, Czarnohora, Karpaty Marmaroskie, Alpy Rodniańskie, Suhard, Byrgo, Kelimeny, Dziurdziele, Haszmasz, Góry Czukulskie, Repat, Nemira, Góry Brzeckie, Góry Wrańcze, Penteleu, Koński Grzbiet, Siriu, Góry Tatarskie, Ciukasz, Grohotisz, Góry Bajulskie i Wielka Skała, Fitifoi, Diham, Bucegi, Leaota, Królewska Skała, Fogarasz, Góry Zbójeckie, Sureanu, Tulisza, Retezat, Mały Retezat, Godeanu, Góry Wulkańskie, Mehedyńce.
     
     Łuk Karpat między bratysławskim i orszowskim brzegiem Dunaju dzieli się na trzy części: Karpaty Zachodnie, Karpaty Wschodnie i Karpaty Południowe.Kilka lat temu geografowie z Krakowa Jarosław Balon i Miłosz Jodłowski [2014] ogłosili nowy podział Karpat Zachodnich na grupy górskie i pasma, starając się, by zintegrować nazewnictwo grup górskich, inaczej wydzielanych i nazywanych w zależności od tego, w jakim kraju to czyniono. Podział ten lepiej porządkuje rzeczywistość, niż pierwsza w języku polskim praca Jerzego Kondrackiego na ten temat [1978], więc uznałem go za obowiązujący. Nieco wcześniej ukazał się artykuł Jerzego Montusiewicza, który podobne porządki zrobił z górami Rumunii. Wyeliminował nazwy nakładające się na siebie i wyodrębnił poszczególne góry w sposób trafiający do przekonania. Z pracy Jerzego Kondrackiego zachowałem nazwy grup górskichKarpat Zachodnich i Południowych oraz nazwy pasm leżących na terytorium Ukrainy.
     Granice w/w gór i najwyższe ich szczyty, położone na naszej trasie zawiera załącznik

IV
Realizacja

     1. ETAPY
     Tak zaplanowana trasa liczy około 2.360 kilometrów oraz 126 kilometrów podejść. Podzielona jest na osiem etapów:

1. Słowacja i Czechy Devin – Zwardoń 17 dni
2. Polska Zachód Zwardoń – Przełęcz Huta 12 dni
3. Polska Wschód Przełęcz Huta – Przełęcz Użocka 11 dni
4. Ukraina Przełęcz Użocka – Stoh 18 dni
5. Rumunia Wschód Stoh – przełęcz Pongrac 15 dni
6. Rumunia Zakręt Przełęcz Pongrac – Predeal 18 dni
7. Rumunia Środek Predeal – Cainenii Marii 12 dni
8. Rumunia Zachód Cainenii Marii – Orszowa 16 dni

     Po każdym etapie mamy jeden dzień odpoczynku.
     

     
     Nasza trasa będzie przypominać rozwój zarodka i odzwierciedli kolejne etapy ewolucji turysty. Wycieczka rozpocznie się spacerem wczasowiczów. Po kilku dniach wędrówki z namiotem po zagospodarowanych polach biwakowych przejdziemy fazę obozu wędrownego – z rezerwowanymi noclegami, wyżywieniem w restauracjach i schroniskowych kuchniach oraz sztywną trasą (etap 1). Następnie awansujemy na turystów szlakowych – już bez rezerwacji pójdziemy od schroniska do schroniska po wygodnych szlakach (etap 2), gotując herbatę w czajnikach kuchni turystycznych. Za Krynicą wejdziemy w kolejny etap turystycznej ewolucji, którego symbolami są namiot i ognisko. I tak już będzie do końca.
     
     2. STYL
     Nasza trasa składa się z powtarzalnych sekwencji: w górę – w dół. Marsz w górę nie zawsze zakończony jest szczytem, czasem jest to garb, wzniesienie nie noszące tego dumnego miana.
     Gór na szlaku mamy około 1500, w tym około 40% nienazwanych. Po szczycie zawsze następuje przełęcz, po przełęczy góra. W pięciu przypadkach zamiast przełęczy mamy rzekę.
     Na góry będziemy dostawać się na kilka różnych sposobów. Sposób pierwszy – drogą. Szlak idzie ściśle grzbietem, góra za górą, przełęcz za przełęczą. Przykład z Beskidu Żywiecko-Kysuckiego: Beskid Bednarów (1093 m) - Krkoszula (1023 m) - Oszus (1155 m).
     Sposób drugi – bezdrożem. Tam, gdzie góry nie zainteresowały nikogo, kto ich grzbietem poprowadziłby drogę. Przykład z Małych Karpat Wapiennych: Stary Płaszt (644 m) - Ostry Kamień (614 m) - Polamane (612 m) - Czerna Skala (662 m)
     Sposób trzeci – na lekko. Robimy tak, gdy droga trawersuje wierzchołek, a na szczyt nie jest daleko. Zostawiamy plecaki pod krzakiem, podchodzimy i wracamy w to samo miejsce. Po prostu – odpoczynek. Takich gór jest na trasie jedna czwarta. Na niektóre podejście jest symboliczne (podawane dalej odległości w km to suma drogi w górę i w dół): np. Ciumful Mic (2257 m, Retezat): 0,1 km/10 m; Hajmaru (1671 m, Karpaty Marmaroskie): 0,1 km/5 m. Ale są i poważne wejścia: Rozsypaniec (1280 m, Bieszczady Zachodnie): 2,25 km/156 m, Wielki Hagimasz (1792 m, góry Haszmasz): 1,3 km/107 m, Mały Gorgan (1365 m, Gorgany): 1,5 km/136 m. Sposób na lekko wiąże się najczęściej z marszem bez drogi. Na odcinku od Bratysławy do granicy rumuńskiej ten sposób zwiedzania gór obejmuje 4 % trasy (przeciętnie dodatkowe 0,8 km na dzień). W drugiej części wycieczki ilość takich odstrzelonych od drogi gór wzrasta, większe też – niż w pierwszej połowie - są odległości i przewyższenia. Skoki w bok to na tym odcinku 6 % trasy; średnio 1,1 km dziennie.
     I sposób czwarty, będący w zasadzie wariantem drugiego. W Rumunii mamy liczne przypadki, gdy droga trawersuje górę, ale marsz grzbietem (najczęściej po połoninie) jest lepszy, niż trasa trawersem i odskok. Takie przypadki – góra zamiast trawersu to w pierwszej połowie wycieczki 1% (0,1 km dziennie), a drugiej połowie wycieczki – 3% (0,3 km dziennie).
     
     3. PIT-STOPY
     Planowane są następujące rodzaje pit-stopów. Wsparcie z zewnątrz i poczta kurierska umożliwia zarówno dostarczenie nowego sprzętu i zaopatrzenia, jak i jego wymianę. Depozyty umożliwiają dostarczenie w konkretne miejsce zasobów bez możliwości wymiany. Zakupy na miejscu ograniczają możliwości zaopatrzeniowe do towarów dostępnych w terenie. Suchy prowiant to jedzenie na drogę uprzednio zamówione w miejscu noclegu.
     Na etapie pierwszym i drugim praktycznie co dzień mamy możliwość pełnego zaopatrzenia się w prowiant, więc na tych dwóch odcinkach przewidujemy niewiele pit-stopów innych niż zakupy na miejscu. Na pozostałych sześciu odcinkach opieramy się głównie na depozytach. 

V
Ważniejsze źródła

     Jarosław Balon, Miłosz Jodłowski, Regionalizacja fizycznogeograficzna Karpat Zachodnich [w:] Struktura środowiska przyrodniczego a fizjonomia krajobrazu, red. Wiesław Ziaja i Miłosz Jodłowski, Kraków 2014
     Władysław Cywiński, Główna Grań Tatr, Poronin 2014
     Jerzy Kondracki, Karpaty, Warszawa 1978
     Jerzy Montusiewicz, W poszukiwaniu turystycznej korony gór Rumunii, Płaj 47, jesień 2013
     Jerzy Montusiewicz, korespondencja z Dominikiem Księskim, 2015.
     Andrzej Wielocha, Przejście Łuku Karpat [w:] Z historii Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie 1957 – 1982, Warszawa 1982
     Andrzej Wielocha, korespondencja z Dominikiem Księskim, 2014
     
     

 

opracował: Dominik Księski
kwiecień 2017
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Płytę z piosenkami
śpiewanymi przez
Dominika Księskiego
kupisz

TYLKO TU
Scroll to top